Jestem Dinozaurem, nie ekshibicjonistką…

Nie pasuje do tych czasów, ten świat nie jest dla mnie. Czuje się jakbym była dinozaurem… Znalazłam się w cyfrowym świecie, gdzie związki przeżywa się na fejsie, porody relacjonuje się w sieci na żywo, dzieci odziera się z prywatności od samego ich poczęcia.

Nie czuję tego wszystkiego, tego pieprzonego ekshibicjonizmu. Lubimy fejm, opisujemy głupie zdarzenia, które nam się przytrafiły, opisujemy, że widzieliśmy kogoś z telefonem, kto zaabsorbowany był czymś dla nas niezrozumianym, może przeglądał panny święcące tyłkami na insta. a sami stukamy w ekranik by o tym napisać. Obłęd. Spotykamy się z przyjaciółmi strzelamy wspólne #selfie i wrzucamy na IG  z hasztagami #freinds #wieczorznimi, i tak dalej. Świat musi wiedzieć, że nie jesteśmy sami. Lubimy się obnażać przed innymi. chcemy być jak gwiazdy z seriali? Musimy pokazać nową torebkę, gacie i stanik też, ba nawet zakupy z biedronki należy przedstawić. Koniecznie trzeba pochwalić się bałaganem, który

zrobiło dziecko wyrzucając całą szufladę z pampersami. Ogólnie #instamatki są u mnie do odstrzału. Nienawidzę tego gatunku ludzkiego. Od 500 zdjęć, a na nim dziecko: ubrudzone kaszką, w pierwszym miesiącu życia i 12, torciki, nowe ubranka, kupka, ząbek…  A jak jest chore to koniecznie trzeba szukać wsparcia w internecie!  Wszystko opisane ze szczegółami. Nosz, ku… śledzimy życie tego biednego dziecka, którego matka zamiast zająć się nim woli zrobić fotkę gdy ten bawi się przy kuchence, zdjęcie ważniejsze niż dziecko. Norma. Patologiczna.

Związki? A tu jest dopiero zabawa, Jak tylko facet zapyta się czy chcesz z nim być, to biegiem musisz ustawić status, że jesteś z nim w związku. NIECH WSZYSCY O TYM WIEDZĄ, JEST MÓJ NA WŁASNOŚĆ… Potem kilka wspólnych fotek w stylu  „patrzcie jacy jesteśmy szczęśliwi”. I uwierz, że takie związki szybko się kończą. Nie ma tu miłości, liczy się fejm na faceta. A niech będzie jeszcze jakimś raperem czy innym artystą to już w ogóle zajebiście. Laska też musi być wyjściowa, fit koniecznie. Inaczej będzie słabo. Nie ma dziś uczuć, liczy się wygląd. Sorry, jestem niewyjściowa, więc umrę samotna.

Nie mam snapa, nawet nie wiem jak to obsługiwać. Gdy pytają mnie czy mam, to kręcę głową. Na cholerę mi jeszcze to diabelstwo? Mam konto na instagramie i facebooku. Na tym drugim nawet nie oznaczyłam miejscowości, w której mieszkam. To nie dowód osobisty.. No ale jak mieszkasz w Warszawie to dodaj to koniecznie… Wtedy jesteś człowiekiem ze stolicy, to jest coś. Osiągniecie, fejm na miasto.

Nie lubię się obnażać, ekshibicjonizm mnie nie kręci. Nie mam potrzeby opisywania swoich dni, przygód, czy wstawiania zdjęcia z każdego wyjścia, bo do licha kogo to cholera obchodzi? Opisanie na tablicy problemu go nie rozwiążę, użycie smutnej emotki nie sprawi, że smutek z nas wyjdzie. A krzyczenie na fejsie postem ” – smutno mi”, „- nieszczęśliwa”. To jest chore. Ale czekaj, czekaj mała… Przecież sama piszesz bloga? Tak, piszę, o sprawach istotnych. Tak mi się przynajmniej wydaję. Nie jestem uzależniona od internetowego ekshibicjonizmu, nie spamuje. Nie siedzę 24h przy telefonie i nie opisuje wszystkiego, nie rzucam się z mostu, bo moje foto lubi 8 osób, pewnie gdybym była fajna lubiłoby je więcej osób. Znajome zaraz zarzucą mi hipokryzję, bo przecież sama latam i robię zdjęcia dziwnym rzeczom, ale tylko coś co jest naprawdę inspirujące to udostępniam. Z dystansem podchodzę do tego wszystkiego… Mnie to wszystko męczy, jest dla mnie nieistotne. Mogłoby nie istnieć. Internetowe przyjaźnie? Cóż one znaczą, przyjedź napij się ze mną herbaty i w cztery oczy opowiedz o swoim smutku.  Czuję się zagubiona w tym wszystkim, te krótkie filmiki, te zdjęcia byle czego. Przygnębia mnie to. 

Wiecie już jak rozpoznać ekshibicjonizm. Jeśli macie z tym problem, spróbujcie się wylogować. Pamiętajcie bycie fajnym na siłę to zaraza naszych czasów…

Podobne wpisy

Podziel się: