Znamy się tylko z internetu, czyli nie znamy się wcale.

 

„Znamy się tylko z widzenia” śpiewało się kiedyś.

Teraz internet stał się miejscem gdzie zwracamy większą uwagę na ludzi, niż gdy mijają nas na ulicy. Znamy się, a może tak naprawdę wcale nie? To chore i takie oczywiste jednocześnie. Zdjęcie profilowe, imię i zielona kropeczka – gotowe, mamy bliskość. Klikamy od bladego świtu do 3 w nocy… O wszystkim i w zasadzie o niczym. Wymieniamy poglądy, zdjęcia, linki do muzyki na yt, opowiadamy sobie historyjki. Analizujemy się jakbyśmy przeprowadzali casting na to czy warto z kimś klikać czy nie. Najsmutniejsze jest w tym wszystkim to, że po kilku zamienionych zdaniach potrafimy ocenić wartość postaci, która jest po drugiej stronie kabla. W dodatku emocje wyrażamy gównianymi emotkami, jakbyśmy cofali się w rozwoju… Kiedy zamknęliśmy się na ludzi? Dlaczego wolimy stukać w plastikowe guziczki i wysyłać sobie śmieszne memy, zamiast porozmawiać w cztery oczy, popijając sok z rabarbaru?

 

Tak jest łatwej

To, że robimy się coraz większymi leniami, to sprawa oczywista. Doskonałą wymówką jest również to, że żyjemy w ciągłym biegu. Dlaczego  postanowiliśmy przyjaźnić się przez internet? A no tak, bo tak łatwiej, bo odległość i tak dalej. Tysiąc plusów jak nie więcej, więc po co przejmować się tym, że to tylko złudzenie? Jak znajomi ci z reala cię oleją w sobotni wieczór albo leżysz z gorączką, omija cię impreza życia. Wystarczy messenger i już, samotność znika, zawsze znajdzie się ktoś tak samo samotny jak ty, kto poklika. Znajomi zawsze chętnie na bieżąco zrelacjonują przebieg imprezy, podeślą fotkę i filmik.

Jestem introwertyczką, o czym pisałam już nie raz. Dla mnie kontakt z ludźmi przez kabel, zawsze! W instrukcjach jak obsługiwać introwertyka jest to wyjaśnione nawet na obrazku, więc pewnie wiecie o co chodzi. Bo tak w cztery oczy to trudniejsza sprawa. Potrzebuje czasu by wyjść do człowieka, muszę czuć taką potrzebę. Waham się, wycofuje. A czat to czat, mniej stresu, jak nie chcesz gadać, nie odpisujesz.

 

Selekcja

Najczęściej z internetowym znajomym coś cię łączy. Gdzieś coś skomentowałaś na jakieś grupie zrzeszającej fanów swojego ulubionego serialu, zespołu czy komiksu. Pojawia się powiadomienie i zaczyna się interesująca rozmowa o tym co oboje uwielbiacie. Wysyłacie sobie zaproszenie do znajomych i tak kolekcjonujemy ludzi, których warto „mieć”. Ci, którzy są mniej aktywni w necie albo zwyczajnie nudni, klasyfikuje się do worka z napisem „olej”. Takie selekcjonowanie, to kolejny plus internetowych przyjaźni, nie musisz się z nikim męczyć, prościej jest dopasować ludzi według własnych upodobań. Wybieramy według pasji i poglądów, po podobnych doświadczeniach, bo chodzi nam o jedno. Zrozumienie.

Potrzebujemy go, bo mamy go coraz mniej, bo tak na prawdę nie potrafimy rozmawiać. Mówisz coś do kogoś, otwierasz się, a mu to jednym uchem wlatuje drugim wylatuje i na tym koniec. Po za tym obawa, kto z nas nie boi się opowiedzieć o swoich problemach komuś kogo zna, z kim ma wspólnych znajomych właśnie ze strachu, że informacja przekazana zostanie dalej. Nie potrafimy się angażować emocjonalnie, ponieważ większość z nas ma jakieś przykre doświadczenia. Czat to czat, czasem nie zdążysz się nawet przyzwyczaić, bo twój przyjaciel znudzony rozpływa się gdzieś w sieci. Może też uznał, że temat się wyczerpał, więc nie ma już za bardzo o czym pisać, więc zostaje już tylko fejsbukowym znajomym, który od czasu do czasu polubi jakieś twoje zdjęcie.

 

Chodzi o samotność, tak naprawdę.

Niedawno dołączyłam do pewnej internetowej grupy ludzi, których łączy wspólny projekt. Jedni są po przejściach, sami, kolejni są w związkach. Potrafimy na grupowym czacie napierdzielać od rana, że się wstało, że coś tam i, że pada. Czasem tylko obserwuje te dyskusje, bo są tak strasznie smutne. Różni nas wszystko, wiek, zawody, no wszystko. Łączy jedno, czujemy się samotni. Ci w związkach, to w ogóle są strasznie samotni, bo we dwoje. Nie chce tak, nigdy. Problem głównie leży w tym, że większość ma niewielu znajomych w realu, bo są po przeprowadzkach, bo skupili się na karierze, teraz jakoś tak trudno wyjść do ludzi. Trochę jesteśmy jak koty, potrzebujemy czułości ale tylko czasem, bo lubimy chodzić własnymi ścieżkami.

 

Jesteś prawdziwy?

Każdy kto ma fejsa, ma swojego internetowego przyjaciela, ja też mam. W piątek ktoś zadał mi kilka pytań. Dotyczyły one właśnie tej znajomości. Dzięki temu dotarło do mnie jak bardzo sama siebie oszukuje, dopisuje wiersze i w ogóle idealizuje całą sprawę. Miałam co prawda świadomość tego ale zawsze jest jakieś ale… Czasem zwyczajnie chcesz by to było prawdziwe. W pierwszej chwili chciałam wdać się w pyskówkę z moim rozmówcą, bo co on sobie myśli, że wie wszystko, bo jest starszy.  Dlaczego tego nie zrobiłam? Widziałam, że ma rację, to co miałam udawać gimnazjalistkę, która nie rozumie co się do niej mówi. To nie byłoby nawet komiczne. Nie znam  tego mojego internetowego przyjaciela taka jest prawda.

Poza kilkoma wysłanymi zdjęciami, tysiącem zamienionych zdań na messengerze, chyba pięcioma rozmowami po pijaku, których on pewnie nie pamięta, to on jest wciąż tylko wirtualną zjawą. Więc na chłopski rozum dlaczego upieram się przy tej znajomości. Jeśli przez ponad 3 lata, piszesz z kimś o najstraszniejszych rzeczach jakich doświadczyłaś rodzi się więź. To trochę jak pisanie listów. Nie ma pieprzenia o tym co na obiad, kurde zjadłabym sobie teraz żeberka. Nie było rozmów o pogodzie, to jedyny człowiek, który widząc jak się miotam w odpowiedziach, kazał mi pisać o tym co czuje. Nie pytał „co jest”. Jako jedyny nie truł mi, że mój pesymizm zabija, rozumiał go w pełni. Do cholery czemu pisze „rozumiał”, przecież on wciąż jest, chyba…

 

Noo, bo ten…

Pewnie gdyby nie był osobą „znaną”,  to nie wierzyłabym w niego, ale skoro wydaje płyty, skoro znajomy raper coś tam z nim robił to znaczy, że istnieje. Ja ogólnie jestem nieufna i to nie tylko do znajomości przez kable. Doświadczyłam co nieco i wiem, że lepiej być zamkniętym i tyle. Ludzie potrafią bajki pisać, a jeśli chodzi o wiarę to ja chyba już w nic nie wierzę…

Pytanie tylko czy on jest prawdziwy? No i jakby to było razem usiąść i pogadać przy herbacie. Doczekam się tego, czy nie?

Wybrałam wczoraj numer, który miałam zapisany jako jego. Po kilku sygnałach usłyszałam  dziewczęcy głos:

– „Hallo?”  już miałam się rozłączać, bo uznałam, że to poczta. Uwierzcie mi, ma najbardziej porąbane nagranie jakie słyszałam. Ale gdy pojawiło się kolejne „hallo”… Sparaliżowało mnie. Nie potrafiłam wydobyć ani słowa, pustka w głowie. Rozłączyłam się z prędkością światła. Kurwa, co jest grane przecież pisał, że jest sam…

 

 

Podobne wpisy

Podziel się: