Metamorfoza krzesła #2 – patyczak prl

Patyczak = patyczakolove

Przed metamorfozą

Kolejny patyczak, zdobycz z olx’a. Tym razem pożądane przeze mnie krzesło z Zamojskiej fabryki Mebli (taką informację przekazał mi sprzedawca – metki). One często są mylone z patyczakiem Fameg A-5910 z Radomskiej Fabryki Mebli. Ten model też się pojawi. Piękne drewniane krzesło, które stało w szkole lub czymś podobnym. Krzesło popisane, w niektórych miejscach długopisem były zrobione głębokie rysy. Może ktoś chciał coś wygrawerować. Pod spodem, to czego w szkole nigdy nie brakuje… Gumy do żucia. Tak, dostałam krzesło przyozdobione takimi rzeczami. Jednak nie był to stan agonalny.

Szybkie oczyszczanie

Patyczak był w stanie dobrym. Nie wymagał rozbierania i ponownego klejenia. W poprzednim wpisie, krzesło zeszlifowałam do „żywego” drewna. Tu postanowiłam dać szansę farbie, skoro producent obiecuję, że można malować bez ściągania starej powłoki. To ja to sprawdzę. Oczywiście wszyscy, którzy już kiedyś próbowali coś malować, wiedzą jedno. Przeszlifowanie to zawsze lepsza przyczepność. Dlatego też wzięłam papier ścierny P100, później P250 i delikatnie przetarłam całość.

 

Kolor

 

Tak zmatowione krzesło przetarłam dokładnie za pomocą wilogtnej ścierki. Przedtem je odpyliłam. Do malowania użyłam takich samych farb jak w poprzednim wpisie. Ambiente Chalky Colors od Renesansu, wybrałam kolor Royal Blue 27.  Kolor raz wygląda jak biały, raz szary z błękitem. Cudo! Tym razem do malowania użyłam płaskiego pędzla z włosiem syntetycznym. To był błąd, znacznie lepiej malowało się okrągły. Jak poprzednio dwie warstwy wystarczyły. Jedna bez rozcieńczania, jako podkład. Druga już z odrobiną wody.

 

 

 

Wosk

Tu dramat… Pierwsze krzesło woskowałam szmatką, była to męczarnia. Dlatego teraz postanowiłam użyć płaskiego pędzla. Nakładało się znośnie. Ale pojawiło się coś czego się nie spodziewałam. Przeraziłam się, że będę musiała zeszlifować całe krzesło. Zaczynać od nowa z malowaniem całości. Nie zrobiłam nawet zdjęcia, by Wam to pokazać. Co takiego się stało? Żółte przebarwienie, pojawiło się w niektórych miejscach. Wyglądało to strasznie i widoczne było z daleka. Tego dnia robiłam też mamie stolik tak samo, tym samym kolorem i tam też się to pojawiło. Możliwe, że nałożyłam za dużo wosku. Ratunek jednak był prosty. Woda z płynem do naczyń + szmatka. Umyłam krzesło, wosk jeszcze nie wyschnął, więc było to możliwe. Trochę mi zajęło by zmyć wosk, ale się udało. Krzesło zostawiłam na noc do wyschnięcia. Miałam dosyć, zwłaszcza, że rosnąca gorączka coraz bardziej zmuszała mnie do powrotu do łóżka.

Następnego dnia, nakładałam wosk już rozważniej płaskim pędzlem. Żółte plamy się nie pojawiły. Nałożyłam dwie warstwy wosku, bardzo cienkie.

 

Podsumowanie

Delikatne oczyszczenie wystarczy, farba się trzyma. Chociaż od jakiś dwóch miesięcy jest jednym z najchętniej wybieranych krzeseł do siedzenia. Nie ma żadnych rys, farba nie odpryskuje. Baa, nawet ostatnio syn ozdobił je brudnymi łapkami od pasteli. Wystarczyła ścierka i znikło wszystko. Nie ma przebarwień.

przed i po

 

 

Po metamorfozie

 

 

Już niedługo pojawi się trzecie krzesełko, też można powiedzieć, że patyczak. Farby te same, ale metoda aplikacji produktów znacznie przyjemniejsza i szybsza. Ciekawi?

 

 

Podobne wpisy

Podziel się: