Regał z Ikei – metamorfoza pełna koloru

Regał i jego nudna historia

Regał – biały, zwyczajny, kupiony kilka lat temu w Ikei. Nabyłam go w czasie gdy uważała, że białe meble są super. Są całkiem spoko, jednak szybko się nudzą i znikają gdzieś w tle. Regał stał „twardo” na ziemi niczym ciężki kloc. Cokolwiek bym na nim nie postawiła, nie poprawiało jego oceny w moich oczach. Długo żyliśmy tak obok siebie, aż nadszedł dzień metamorfozy.

Nie wiem co mi się z głową porobiło, ale załapałam fazę – KOCHAM ŻÓŁTY! Mam podejrzenie, że to przez most. Most? Mogliście już go zobaczyć na zdjęciach, na moim Instagramie. Jest oryginalny. To trzeba mu przyznać. Zainspirował mnie do zmiany, zapragnęłam mieć coś żółtego w domu. Od tego się zaczęło…

* yellow bridge * 

Post udostępniony przez Dominika (@dola_bialy_wilk)

Pomysł się zrodził, jednak zanim przeszłam do realizacji trochę czasu upłynęło. Początkowo stwierdziłam, że pozbędę się regału, kupię jakąś witrynę i pomaluje na żółto. Ta wizja umarła szybciej niż się narodziła. Żaden mebel nie miał odpowiednich rozmiarów. Nie mówiąc o tych z Ikea. Na litość boską, pomyślałam sobie, dziewczę ogarnij Ty się, jedno wywalisz by drugie kupić do przeróbek? Nieekonomicznie to w ogóle! Chociaż te cudne witrynki z szybami, aż błagały bym je przygarnęła. Oczami wyobraźni już widziałam moje starocie ze szkła stojące na półkach nowego mebla. Jaki to byłby design! Nie dałam się jednak zwieść, oczarowana cudnymi żółtymi meblami, których obejrzałam na Pintereście setki. Postanowiłam, że wykorzystam to co mam! Jednak kolejnym problemem była farba, gdzie ja taką idealną żółtą znajdę? W tanich farbach kredowych nie znalazłam, były same blade odcienie żółci. W końcu jednak znalazłam! W idealnym kolorze, o dobrej pojemności i nowość, której jeszcze nie testowałam.

żródło: pinterest

Zaczynamy zabawę 

źródło: ikea

Regał zwie się GERSBY. Przyjaźnie prawda? Przeróbkę zaczęłam od dokładnego umycia jegomościa. Później rozkręciłam na części pierwsze. Pamiętajcie by robić to delikatnie, nie ukrywajmy, trwałość tych mebli nie jest porażająca. Jeśli nie planujecie drastycznych zmian, to możecie malować złożone meble. Należę do tych wygodnickich. Więc by nie męczyć się i nie wyginać przy pracy, wolałam go rozłożyć na deski.

Szlifowanie – krok pierwszy

Można ręcznie, podobno wystarczy zmatowić i malować. Dupa blada, już raz tak zrobiłam. Farba odpryskiwała przy lekkim dotknięciu. Teraz wiem, że należy dokładnie przeszlifować całą powierzchnię. Nie mocno, by nie zedrzeć okleiny, ale na tyle by nie widać było na niej ani odrobiny połysku. Jeśli nawet dobrze odtłuścicie to niewiele da. Takie są moje doświadczenia. Można ręcznie, ale skoro mam sprzęt to czemu miałby leżeć i się kurzyć. Użyłam mojej szlifierki mimośrodowej, średnie obroty i papier ścierny P150.

 

 

Odpylanie i odtłuszczanie – krok drugi

To pierwsze zrobiłam za pomocą zwykłej zmiotki, dokładnie oczyściłam całość wymiatając pyłek. Przetarłam dla lepszego efektu wilgotną szmatką. Do odtłuszczania wszystkich części regału użyłam rozpuszczalnika/rozcieńczalnika nitro. Delikatnie namoczoną szmatką dokładnie, czyściłam każdy kawałek.

Jeśli ominiecie coś przy szlifowaniu czy odtłuszczaniu, to od razu przy pierwszej warstwie farby to wyjdzie. Farba nie będzie się „trzymała”. Wtedy najlepiej powtórzyć krok pierwszy i drugi.

Malowanie – krok trzeci

Do malowania wybrałam farbę Moje Deko od Śnieżki, kolor – żółty E006. Wzięłam też wałek gąbkowy. Wszystkie inne moim zdaniem zostawiają jakieś mikro-włoski. Tym wałkiem maluje mi się najwygodniej. Nie ma smug, a teksturę pozostawia gładką. Łatwo się go czyści. Same plusy. Nie rozcieńczałam farby. Jednak na pierwszą warstwę wałek dociskałam mocno do powierzchni. Tak by wydobyć każdą kroplę farby, skutkowało tym, że warstwa była cieniutka. W ten sposób uzyskałam świetny podkład, odporny na zadrapania. Próbowałam po chwili zdrapać farbę. Nie dało się! Drapałam i drapałam, bo chciałam sprawdzić czy nie napracuje się. A zaraz lipa, wszystko mi pozłazi, nie chciało schodziło. Skoro trwałość przetestowana, po kilku godzinach pomalowałam jeszcze raz. Krycie tej farby aż mnie onieśmielało. Za kilkanaście złoty taki efekt? Taki kolor? Genialne! Dodatkowo szybko wszystko wysychało, zadziwiająco szybko. Zapach znikomy, więc śmiało mogłam malować nią w domu. Polubiłam ją szalenie! Aż mi przykro, że Śnieżka gdy rozsyłała blogerom paczki z Moje Deko, mi nic nie wysłali.

U góry deska po pierwszej warstwie farby, na dole po dwóch malowaniach

Pomalowałam trzeci raz. Nie tyle co ze względów estetycznych, ale w puszce było niewiele więc co się miało zmarnować. Na zapas kupiłam dwie. Więc jeszcze coś zmaluje… Co przeraża moją rodzinę. Po drugim malowaniu padło pytanie:

– Skończyłaś?

– Jeszcze nie, a co?

– Ale nie będziesz malowała wszystkich mebli?

– Nie. Znaczy nie wiem. Będę, ale nie wiem kiedy.

Przerażone oczy, „wstały” i wyszły z kuchni.  Uśmiechnęłam się lekko i pomyślałam – jestem potworem. Tu pojawić się powinna emotikona z wielkim uśmiechem, ale chyba już jest zbyt niepoważnie.

Nogi – krok 4 

Wymyśliłam sobie, że chce podnieść regał. Nie mam zdolności stolarskich, a dostępne gotowe nóżki były zbyt wymyślne. Kupiłam więc kantówkę, o szerokości 4 cm. Docięłam ręczną piłką 4 kawałki, o wysokości 14cm. Tak powstały nóżki. Jak regał na dole wygląda widać na zdjęciu. Nogi do tego nie bardzo. Więc obróciłam mebel do góry nogami. Za pomocą wkrętów, przykręciłam nóżki do spodu regału. Deska była niepomalowana, obawiałam się, że gdybym zrobiła to na już gotowej to mogłabym ją ubrudzić, albo porysować wkrętem. Wkręty dokładnie dokręciłam i przeszlifowałam dookoła nich to co z płyty powstawało po wierceniu.

Nóżki zawoskowałam dla ochrony, ponieważ zostawiłam je w naturalnym kolorze. Wiem, że sosna to nie jest najpiękniejsze drewno. Uznałam, że jeśli przeciągnę je żółtą farbą, to będzie wyglądał jak zwyczajny sklepowy regał na nóżkach. A tak jest ciekawiej.

Zmiany w projekcie

Początkowo zakładałam, że tylko obrócę regał do góry nogami, dodam mu „stopy” i reszta zostanie po staremu. Jednak w trakcie prac, spokoju nie dawały mi „plecy”. Żółte, nie, to za wiele. To może jakaś tapeta, w szalony wzorek? Znalazłam idealną, ale kosztowała kilka stów więcej niż sam regał. Nie warto. Pomyślałam, że pomaluje plecy regału farbą kredową, która została mi po metamorfozie krzeseł. Może sama stworzę wzorki i będzie. Jednak przy skręcaniu wywaliłam łączenie, to, które były na dole i udawało, że jest szafka solidniejsza. Pomalowałam tył tego regału, dołożyłam i uznałam, że bez tego wygląda ciekawiej. Tak też zostało. Nie użyłam też zaślepek, wystające główki śrub wyglądają super. Tył wzmocniłam listewkami, by się jegomość nie rozjechał. Dodałam je na szerokość półek, by były niewidoczne.

Podsumowując: szlifowanie, odtłuszczanie, 3 warstwy farby. Nie zabezpieczałam jej lakierem, woskiem też nie. Farba wydaje się być trwałą, a jej wykończenie idealnie mi odpowiada. Więc uznałam, że tym razem dam się ponieść i nie polakieruje. Jak coś się wydarzy dam znać na fejsie. Nóżki własnej produkcji, to co zbędne wywalone. Gotowe! A tak się prezentował  przed i jego obecny stan po metamorfozie:

 

 

Przed i po

 

Podobne wpisy

Podziel się: