Wyszywany napis – ozdabiamy jeansową kurtkę

Zanim opowiem Wam co spotkało moją kurtkę tym razem, to mały wstęp Was czeka… Obiecuję, że postaram się nie przegiąć.

Po kolejnej dłuższej „podróży” wróciłam na bloga. Nie obiecuję regularności – znacie mnie już. A jeśli jesteście tutaj nowi, to szybko się przekonacie, że bycie blogerką – mi nie wychodzi. Nie zrażajcie się jednak, zawsze powracam. Nie było jakiś konkretnych powodów mojego milczenia. Ja po prostu tak mam. Życie jest za krótkie, by poświęcać je na jedną rzecz. Zwłaszcza na budowanie wirtualnych światów, no chyba, że taka praca. Korzystałam z lata, zasiałam trawnik, dbałam o ogródek. Na kilku plażach się opalałam, kilka jezior odwiedziłam. Były szalone ogniska, grille, wypady na spontanie, tańce, rodzinne spotkania. Odnowiłam jakieś meble. Nie siedziałam w miejscu. Wakacje się skończyły, czas szaleństwa gaśnie. Nazbierałam doświadczeń, obserwowałam ludzi.  Przyszedł czas by w końcu zadbać o Was, cieszę się, że jeszcze czekacie, to strasznie motywujące. Dziękuję.

Koniec tego wstępu, czas przejść do tego co lubię najbardziej.

Dobra, czas na DIY

Przygotowałam kolejne diy dla wielbicieli jeansowych katan. Uwielbiam tworzyć, więc nie mogłam się już doczekać aż pokaże Wam co tym razem wymyśliłam. Tym bardziej, że w głowie zrodził się kolejny pomysł. Poprzednią kurtkę ozdobił  Dr Manhattan , który przypadł Wam do gusty, co mnie cieszy – ogromnie! Skoro malowanie już było, to postanowiłam spróbować czegoś innego, by nudno nie było. Mam nadzieję, że i ten projekt chociaż trochę podbije Wasze serca.  Do rzeczy!

 

Nie wiem czy wiecie, chyba nie wspominałam Wam o tym, ale kocham Simpsonów. Mogę tę kreskówkę oglądać miliony razy. Zwariowane losy rodzinki są nie tylko fajnym sposobem na odmóżdżenie. Bywają również bardzo inspirujące i nie ma co ukrywać jest to kultowa pozycja. Chyba nie znam osoby, która nie kojarzyłaby Homera, Barta, Lisy, Marge czy małej Maggie. Moje serce skradł przede wszystkim syn Simpsonów. Buntownik, łobuz, a jednak ma w sobie jakąś wrażliwość. Jest uroczy i nie tak szablonowy jak Lisa. Dlatego postanowiłam motyw tej postaci przenieść na swoją kurtkę. Jednak nie jest ona główną ozdobą.  Jest nią napis, który sama wyhaftowałam/wyszyłam jak kto woli. Ostatni raz z tą formą twórczości do czynienia miałam w podstawówce, więc szmat czasu. Totalny laik ze mnie w tym temacie jak widzicie. Dlatego proszę o wyrozumiałość, jeśli jesteście na bardziej zaawansowanym poziomie haftowania. Znowu się rozpisałam, czas w końcu na instrukcję.

Do wykonania dzisiejszego diy użyłam:

  • muliny z igłą
  • tamborka (to takie kółko, to akurat pamięta czasy mojego dzieciństwa)
  • ołówka, kartki, nożyczek, pisaka

W dalszej części przyda się marker permanentny.

 

Krok pierwszy: w Wordzie wybrałam rodzaj czcionki. Dopasowałam także jej wielkość i odbiłam ją na kartce, Wy możecie wydrukować, będziecie mieli mniej pracy. Moim płótnem stał się tył kurtki. Jeśli nie wiecie gdzie znaleźć taką kurtkę – polecam second handy. Tanio, czasem można znaleźć markowe perełki. W dodatku to świetny materiał do eksperymentów.

Krok drugi: Napis wycięłam. Zaplanowałam jego rozmieszczenie. Na tym etapie możecie zobaczyć nie tylko gdzie ma się on znaleźć, ale też czy wielkość Wam odpowiada.

Krok trzeci: Napis za pomocą pisaka takiego najzwyklejszego odrysowałam na materiale. Ołówek jest za słaby. Trzeba strasznie mocno go dociskać i się męczyć – odradzam.

Krok czwarty: Przyznam szczerze, że działałam intuicyjnie, po prostu wbijałam igłę tu i tam, by wypełnić litery. Najgorsze były „zakręty”. Nie wiem nawet jak się nazywa taki haft. Czarna magia – naprawdę! Możecie używać różnych kolorów nici, teraz trochę żałuję, że nie zrobiłam jakiegoś efektu ombre.

 

Udało się! Efekt bardzo mi się spodobał i jestem z siebie dumna. Postanowiłam, że rozwinę swoją przygodę z wyszywaniem, by tworzyć prawdziwe dzieła.  Wyszycie całości zajęło mi jakieś trzy wieczory. Kosztowało kilka kropli krwi z pożganych paluszków. Napis wyszedł super, jednak brakowało mi czegoś jeszcze. Wpadłam na pomysł, że markerem permanentnym narysuję jakiś kadr z Bartem Simpsonem. Kto wie może i jego kiedyś wyszyje, kto wie… Póki co mam pomysł na następną kurtkę – ciekawi?

 

Tak prezentuje się całość, koniecznie napiszcie mi co myślicie. Jeśli Was zainspirowałam do zrobienia czegoś na Waszej jeansowej kurtce to koniecznie dodajcie zdjęcie na Instagramie z #podróżnaksiężyc lub wyślijcie na mojego maila dominikalupa752@wp.pl . Będzie mi bardzo miło.  A może zrobiliście coś z moich poprzednich wpisów, dajcie znać koniecznie.

Zachęcam Was do obserwowania mojego profilu @dola_biały_wilk , bo gdy nie ma mnie na blogu, tam najszybciej można mnie znaleźć. Przyznać się muszę, że bardzo się za Wami stęskniłam. Nie zdawałam sobie z tego sprawy do póki nie usiadłam do pisania tego postu! Miło być tu znowu.  Tworzyć, pisać – kurcze jakie to pozytywne doświadczenie.

Podobne wpisy

Podziel się: