Tkwią w nieszczęśliwym związku

Nieszczęśliwy związek – niedobrana para

Każdy z nas ma chyba takich znajomych, którzy są w związku i nikt nie wie dlaczego. Widać z daleka jak jedno i drugie dusi się będąc ze sobą – jednak trwają w tym. Niby żyjemy w postępowych czasach. Dalej wciąż zakorzenione jest w nas coś takiego, że jak się powiedziało „tak” – to nie ma już odwrotu. Męczą się w imię nie wiadomo jakich zasad. Jedną z rzeczy jaka mnie przeraża i odstrasza od zamążpójścia to zły wybór. Nie jesteśmy wstanie poznać samego siebie, tak do końca. Życia nie wystarczy, a co dopiero drugiego człowieka. Ludzie lubią nosić maski, być kimś kim nie są. Nie ma się nigdy pewności, że słowa i czyny przyszłego partnera zawsze są szczere.

Na początku jest pięknie, idealnie wręcz. Są starania, jest przyjemnie. Obraz przyszłości rysuje się w pięknych barwach. Planów coraz więcej, w końcu przychodzi dzień kiedy zapada fundamentalne „tak”. Ślub, wesele jak z bajki. Karoce, limuzyny, gołąbki wypuszczane, cuda nie widy. Suknia księżniczki, książę u boku. Żyć nie umierać. Potem przychodzi szara egzystencja. Problemy, rachunki, przyzwyczajenia partnera, za które można by go udusić. Nuda, monotonia i obowiązki. Zwłaszcza gdy pojawiają się dzieci. Są przebłyski, taka radość chwili.

Kiedy emocje opadają, dzieci nie pozwalają spać, kończą się imprezy do rana. Przychodzi żal, brak porozumienia. Jedno i drugie chciałoby się wyrwać. Uciec gdzieś i odpocząć. Rodzinne imprezy doprowadzają do szaleństwa, kiedy partner świetnie bawi się przy procentach, a drugie biega za potomstwem. Rodzi się irytacja. Poczucie osamotnienia, jedno drugiemu poświęca coraz mniej uwagi. A do łóżka idą jakby z obowiązku. Fajerwerków oczywiście nie ma, jest monotonia, udawane orgazmy i ta myśl – „kiedy to się skończy”.

Pewnego ranka budzisz się obok obcego człowieka

Proces oddalania się trwa, to nie staje się w jeden dzień. Trwa miesiącami, latami. Z każdym dniem coraz mniej poznają człowieka, który żyje obok nich. W pewnym senie już nie żyją ze sobą. Pojawiają się wątpliwości, a później pewność, że to nie to. Rodzą się kłótnie, ciche dni. Zaczyna się pogłębiać odległość między partnerami. Irytuje obecność tej drugiej osoby, jej zachowanie – dosłownie wszystko. Myśli nie dają spokoju. Pojawia się marzenie o ucieczce. Każdy ma swoją prawdę, najbardziej cierpią dzieci, które są świadkami rozpadu związku. Kiedy brakuje porozumienia, czułości, rodzi się obojętność. To prowadzi do szukania wrażeń i uczuć gdzie indziej. Romanse dodają pikanterii do tego nieudanego życia. Są jakąś rekompensatą za męki dnia codziennego. Kochankowie dają czułość, uwagę. Są tym czego w domu brakuje. Mylnie odbierani są jako ideały.

Partner często pozwala sobie na kąśliwe uwagi w towarzystwie w stosunku do swojej drugiej połowy. Takie słowne poniżane, jest bardzo męczące, to nie jest tylko żart, chociaż ludzie dookoła się uśmiechają. Jest tym złym, którego w pewnym sensie się nienawidzi, a jednak akceptuje się jego zachowanie. Czasem zastanawiam się dlaczego, czy nie lepiej byłoby wyjść i zacząć od nowa?

Pozostał tylko żal

Chociaż mówią otwarcie, że żałują oraz, że za wcześnie wszystko się wydarzyło. Marzyli o czymś innym, oczekiwania versus rzeczywistość w ogóle nie znajdują ze sobą pokrycia. To siedzą ze sobą, męczą się. Oddalają się od siebie coraz bardziej. W patologicznych przypadkach lub gdy jeden z partnerów naprawdę jest zakochany – akceptuje nawet zdrady.  Wie o romansie, jednak wypiera ten fakt ze świadomości. Udaje, że to się nie wydarzyło. Nie ma nawet zazdrości, jest raczej złość gdy ktoś do jego „własności” rości sobie prawa. Takie trochę psy ogrodnika.

Z niechęcią żyją obok siebie, a właściwie jak już wspomniałam to jakoś funkcjonują. Prawie normalnie, nawet śpią w jednym łóżku, jedzą razem przy stole. Jeżdżą na wakacje, wymieniają zdania, opiekują się dziećmi lub chodzą do kina. A w głowie każdy ma własny świat.  Marzy o tym, by coś zmienić. Wyjść z tego i żyć, tak naprawdę – przestać wegetować. Ukrywają swoje pragnienia lub popadają w uzależnienia.

Każdy przypadek jest odrębną historią, nie da się przestawić jednoznacznej charakterystyki. Takie pary różnie przechodzą pewne etapy, czasem jedno znika bez słowa, wychodzi, odcina się i koniec. Inni pogłębiają patologię swojej rodziny. Nie potrafią się rozstać. Podsycając żal do siebie. Oszukując się, że nie ma innego wyjścia.

Nie umiemy mówić o uczuciach

Początek całej historii rozpadu ma miejsce tylko dlatego, że nie potrafimy rozmawiać. Mówimy, lecz nie rozmawiamy. ” Podaj, załatw to, trzeba zrobić tamto”. Czasem wystarczyłoby szczerze opowiedzieć o swoich uczuciach, o tym czego się pragnie. Nie posiadamy jednak tej umiejętności. Lepiej zamykać się na siebie. Przecież na starcie, było świetnie, była miłość. Nie wierzę, że rutyna od tak zabija to co było kiedyś. Ludzie potrafią przeżyć całe życie ze sobą, troszczyć się o siebie i kochać się nadal.

Dlatego ostatnio rozczulił mnie widok, starszego małżeństwa, które minęłam na ulicy. Czas ich nie oszczędził, myślę, że byli już dawno po siedemdziesiątce. Siwowłosa Pani lekko utykała,  jej małżonek obejmował jej dłoń mocno. Pani się potknęła o wystającą płytę chodnika, siwy Pan z czułością spojrzał na swoją towarzyszkę. Patrzył na nią troskliwie, czy nic się jej nie stało. Po chwili przerwy ruszyli dalej, trzymając się za ręce. Najpiękniejszy widok. Pomyślałam, że jeśli kiedykolwiek zdecyduje się na związek, to chcę kiedyś tak samo. Spacerować po mieście, z białą czupryną, twarzą ozdobioną zmarszczkami. Trzymać za rękę mężczyznę, który jest miłością mojego życia i przyjacielem.

Bliscy wiedzą lepiej

Trzeba rozmawiać, o tym czego się pragnie. Jeśli partner poświęca Ci za mało uwagi, partnerka za często wychodzi do koleżanek. Powiedz o tym. Nie z żalem, tylko wyjaśnij czego Ci potrzeba. Zorganizuj coś, zaskocz czymś. Jeśli jedno będzie patrzyło na to drugie, czekało… Nic się nie wydarzy, nikt się nie domyśli. Dobry związek to taki, w którym się rozmawia, dba się o siebie na wzajem. Powinno być jak na początku, nie chodzi o kwiaty, prezenty, szalone randki. Trzeba spędzać z sobą czas, znaleźć wspólne marzenia, iść tą samą drogą. Nie można się wzajemnie oskarżać. Szukać winny jedynie w tej drugiej osobie.

Jednak jeśli naprawdę dwoje ludzi się nie dobrało, nie ma co marnować życia. Sił i marzeń. Życie mamy jedno, po ziemi chodzi tyle ludzi, że każdy znajdzie kogoś odpowiedniego. Niestety w naszej kulturze, zwłaszcza w małych wioskach wciąż podtrzymuje się, że rozwód to zło. Nie można rozejść się bez nerwów, w zgodzie. Zawsze rozstaniu musi towarzyszyć walka, złość, szukanie winnych. Chociaż oboje marzą o rozejściu, gdy to drugie odnajdzie odwagę by odejść – staje się złem. Jeśli dochodzą do tego bliscy, którzy nie dają wsparcia. Wręcz przeciwnie, podcinają skrzydła z obawy co ludzie powiedzą. Odechciewa się zmian, niemoc jest zbyt silna. Poza życia obezwładnia.

Strach przed odtrąceniem i brakiem pomocy od rodziny sprawia, że kontynuuje się bycie w tym związku. Boją się stracić wszystko, dzieci, poukładane życie, zacząć od nowa. Rodzicie potrafią być szalenie zaborczy, nie akceptują wyborów dzieci. Chcą uchronić je od błędów, czasem mają rację. Jednak zbuntowani młodzi ludzie i tak zrobią co zechcą. Wezmą ślub, a potem nie będę potrafili przyznać się do porażki. Swoje szczęście poświęcą z uwagi na innych. To przykre, jak mało wciąż w nas otwartości.

 

Przyjaźń to podstawa związku

Nie ma złotego przepisu na udane małżeństwo, czy recepty dobrego związku. Życie z drugim człowiekiem to nieustana nauka, znajdowanie kompromisów, poszukiwanie cierpliwości. Jednak najważniejszym filarem bycia ze sobą, jest przyjaźń. Kiedy dwoje ludzi się przyjaźni, rozumieją się, troszczą się o siebie, akceptują swoje wady. Potrafią być cierpliwi i trwać przy sobie latami. Ten rodzaj więzi jest szczególny i wyjątkowy. Bardziej budujący niż miłość, która z czasem się wydaje gasnąć. Zauroczenie, zakochanie przemija, namiętność też się ulatnia. Przyjaźń pozostaje.

 

Małżeństwa bywają nieszczęśliwe nie z braku miłości, ale z braku przyjaźni.” Selma Lagerlof

 

 

 

 

 

 

 

 

Podobne wpisy

Podziel się: