Muszę pisać!

Historia pewnego zniknięcia

 

Muszę pisać, więc zacznę…

Milion lat mnie tutaj nie było… Moja aktywność na portalach społecznościowych jest znikoma… Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie ma za tym jakiegoś dramatu, spektakularnego wydarzenia, nie zostałam pomocnicą Batmana, nie ma o czym opowiadać . Lipa w sumie. Lenistwo – wstyd. Brak organizacji czasu – hańba. Zmęczenie życiem – wielkie odkrycie. To w sumie główne powody – naprawdę ,  wyłożyłam kawę na ławę jak to się u nas mawia. Nie chciało mi się, nie miałam czasu, ciągle coś odwracało moją uwagę od tworzenia/pisania. Każdy podobno przerabia to nie raz, niby diagnozują to jako brak weny. U mnie raczej to nie ten czynnik. O pisaniu myślę bez przerwy, tak dużo tematów. Tworzę często  w mojej głowie teksty. Stało się to moją obsesją do tego stopnia, że śnie o pisaniu. Niestety nie potrafiłam się nimi dzielić. Nie były godne Waszych oczu, wciąż czegoś mi w nich brakowało. Mnie w tym brakowało, pogubiłam się w tym wszystkim.

Strach, a może to wirus

 Boli mnie serce z powodu, że grono ludzi, którzy we mnie uwierzyli mogą czuć się rozczarowani. Okazali mi wsparcie. Bardziej niż ja sama wierzyli w to, że pisać potrafię. A ja co? Po kilku fajnych tekstach postanowiłam sobie kryzys wymyślić. Przestałam pisać, odcięłam się od grup, olałam wszystko – tak może to wyglądać. Pewnie tak było, ja wierzę jednak, że ta przerwa to nie był czas zmarnowany. Nie odeszłam by się rozwijać, to wszystko nie było zaplanowane. Mogłabym tak pociemniać pewnie nawet by ktoś brawo bił – „Dola piękna sprawa” – jak pisał mi kiedyś przyjaciel.

Z dnia na dzień tak jakoś coraz bardziej oddalałam się od bloga, z każdym minionym miesiącem trudno było wrócić.

Potrzeba uzewnętrznienia się jest tak silna, że nie potrafię. Mimo to masę obaw posiadam, może to strach trochę ściska żołądek – a może wirus. Nie wiem czy ktokolwiek będzie chciał przeczytać to co właśnie wypisuje. Przeraża mnie, że zaraz cisza zapanuje tu znowu – zawalczę z tym, przysięgam samej sobie. Jednak mam cichą nadzieję, że są tu jeszcze jacyś ludzie, takie dobre dusze, które czekają i wciąż we mnie wierzą.  A ja osobiście postanowiłam iść za potrzebą serca i pisać. Może to mój czas i lepszego nie będzie. Dni płyną tak szybko, wszystko ucieka.

Inspiracje są, czasu brak, ale raz się żyje

Minęło tak dużo czasu jak wspomniałam na początku, nawet nie chce sprawdzać  ile dokładnie. Nie ma po co, trzeba iść do przodu.  Do rzeczy jednak, pracuje – już w innym miejscu, co daje sporo tematów do przemyśleń. Prawdziwa kopalnia! Zostałam matką, chrzestną tylko – jednak kocham dziecko jak własne. Kopernik urósł, chłopak powoli mi dorasta, co jest przerażające z jednej strony, z drugiej zaś nieuniknione , oczywiste. Mam nowe koleżanki – o czym raczyłam Was poinformować na moim fp. Tam trochę próbowałam podtrzymywać przy życiu istnienie tego przybytku. Jak widać kąpie się w morzu inspiracji. Więc wypadałoby zakasać rękawy, zanim przeminę jak tegoroczne wakacje i zapisać kawałek swojej historii. Tak dla przyszłych pokoleń co by widziały, że istniałam, jakby młodo zejść z tego świata mi przyszło. Najpiękniejsze, że ta cała nieobecność wyszła mi na dobre. W końcu dowiedziałam się, że nie chce być blogerką, nie zależy mi na współpracach, profitach, reklamach – sorry.

Co za tym idzie rezygnuje z hajsu, w życiu wszystkiego mieć nie można. Chce być pisarką jak marzyło mi się w dzieciństwie, nazywać się tak nie zamierzam z szacunków do wybitnych przedstawicieli tego rzemiosła. Boczki mi urosły – to prawda, ego na całe szczęście nie. Chcę pisać! A gdzie ta przygoda mnie zaprowadzi tylko Księżyc wie. Gorzej jak zboczę z trasy i wyląduję gdzieś na dnie, albo zgasnę jak gwiazda. Będzie smutno.

Najwyżej będzie jak zawsze

Dzięki radom dobrych ludzi, postaram się z kraterów mej duszy wydobyć w tekstach mój optymizm, co by nie tylko smucić moich czytelników. Myślę, że dojrzałam  i jestem gotowa na tę „podroż”. Mam nadzieję, że wiele godzin ćwiczeń zaowocuje progresem.  Już czas najwyższy.  Najbardziej cieszy mnie to, że dotarło do mnie, że nie robię tego dla sławy, czy dla ludzi. Wciąż uważam, że jesteś Drogi Czytelniku najważniejszy, bo na Twoją interakcję czekam, nie oszukujmy się.  Chodzi mi o to, że piszę głównie dla siebie, bo tym chce żyć, bo mi to potrzebne, dlatego, że daje mi to radość. Nie wiem jeszcze od czego zacznę. Może poruszę temat mobbingu w pracy, a może opiszę najlepszą cytrynówce i chlebek ze smalczykiem, który królował w te wakacje. Bladego pojęcia nie mam czy tekst będzie raz miesiącu czy częściej.

Nie jestem blogerką, nie ma ciśnienia i schematu. Nie powinno być też tematów z dupy. Co sprawiło, że z niechęcią sprawdzam blogi. Już kij z tymi sponsorowanymi postami, wiadomo każdy chce żyć i mieć grosz na przeżycie. Ale teksty z kategorii „zapchajdziury” – bolą. Zaburzają równowagę wszechświata, przynajmniej mojego. Czytasz jakiegoś bloga, tak z  sympatii, bo styl fajny, tematy niegłupie i nagle… Uderza w ciebie niczym spadająca kometa, tekst, który budzi w Tobie zażenowanie jako czytelniku, ewidentnie nie pasuje do koncepcji. Każdego z osobna przepraszam, bo sama miałam takie epizody. W biegu, na kolanie, byle by było. Post musi być przynajmniej dwa razy w tygodniu, bo statystyki… Dziś wiem, że to nie dla mnie.

Trzeba pisać

Mam duszę z tych artystycznych. Terminy i inne takie rzeczy nie sprzyjają tworzeniu. Ciśnienie, że musi być na już, biegnięcie za trendami, bardzo męczy i dołuje. Porównujesz się z innymi, oni zawsze kilkanaście tysięcy wyświetleń więcej, tona komentarzy. Doszukujesz się winy w sobie, spada samoocena. Masz ochotę ukryć się przed światem pod kocem. Przesycenie, to spory problem ludzkości. Nie chodzi o ilość, a o kilku ludzi, którzy odnajdą w tych słowach też cząstkę siebie. To jest piękne, gdy ktoś postanawia umówić się z Tobą na sok z rabarbaru, bo spodobało mu się to jak patrzysz na świat. Dlatego muszę pisać! Nie tylko opisywać to co się wydarzyło, ale pisaniem też budować przyszłość.

  Wyłazi krytyczna cząstka mojej osobowości, którą niewielu lubi. Czasem łapię się na tym, że w myślach samą siebie za to opierdalam, że tak krytykuję. Nauczyłam się, że są rzeczy, którymi dzielić się nie powinno. Dlatego postaram się ujarzmić to zjawisko w sobie. Na obronę samej siebie dodam, że dla siebie też jestem krytyczna. To nie tak, że cały świat zawinił, też potrafię sporo spierdolić. Strasznie brakowało mi tego miejsca i Was. Tyle tekstów powstało do szuflady, a jeszcze więcej jest gdzieś w mojej głowie – połowę zapomniałam zapewne. Nie ma porównania z tym co człowiek odczuwa za każdym razem kiedy klika się – „opublikuj”.  Wiele emocji.  Pragnę tego, więc czas do działania. W dodatku dołączyłam do fantastycznego projektu Wataha Dejla – plany mamy obszerne, podbijemy świat, będziemy tworzyć rzeczy… Póki co więcej zdradzać nie będę, bo planuje o tym osobny post.

Trzymajcie się ciepło i czekajcie na kolejny tekst – proszę! Dajcie znać co u Was?

Ściskam Wasza Dola!

Podziel się: