Obiecuję

Nowy Rok – postanowienia noworoczne. Macie, uprawiacie, stosujecie? Ja od kilku lat mówię pas. Nie bawię się już w to. Czuje, że mam za dużo stresu i nie potrzebuje by dodatkowo się spinać.

Wymówiki

Nie oszukuję się, ale Nowy Rok to wcale nie jest najlepszy czas na wielkie zmiany. Zwłaszcza dla introwertyka, który powraca do siebie po szaleństwie towarzyskich spotkań. Tak wiem, że jak się chce to można „wszystko”, że ambicje trzeba mieć. Cele należy sobie stawiać. Gdzie tu się zmieniać na gwałt, jak człowiek ledwie oczy otworzył, wrócił do pracy, a już wszyscy krzyczą, że długi weekend i trzeba zaszaleć. Cieszę się, że idę do pracy, wystarczy tego chaosu jak na razie. Chyba umiem w wymówki.

Tak całkiem na poważnie teraz, to nie czuje potrzeby sobie niczego narzucać. A żyć ze sobą w zgodzie trzeba. Dlatego w tym roku chciałabym podejść do tego inaczej. Są rzeczy, które chciałabym sobie obiecać.

Obiecuję:

Po pierwsze świadomie manifestować. Nie będę manifestować powrotu pewnych ludzi do swojego życia. Nie ma sensu – „Dola weź ogarnij się dziewczę!” – tak będę sobie powtarzać jeśli jeszcze raz przyjdzie mi to do tego naiwnego łba. Odeszli, poszli, niech im się wiedzie. Koniec bajki.

Odnośnie manifestacji, polecam poczytać jeśli jeszcze się z tym nie spotkaliście. Rozwija życie duchowe.

Po drugie obiecuję sobie, że odpocznę, ale nie tak jak zawsze, że wezmę urlop i wymyślę sobie, że wytapetuję pół pokoju. Odnowie krzesła, wymaluję elewację. Chociaż jak na prawdziwego Polaka przystało, jak urlop to trzeba działać. Wezmę książkę i odpocznę, siedząc w moim wiszącym wiszącym fotelu, popijając wodę z miętą, o ile komary mnie nie zagryzą. Może wyjadę medytować do jakieś pustelni.

Po trzecie przestanę się przejmować. Doszłam do wniosku, że przesadzam. Nie na wszystko mam wpływ i na tym koniec.

Po czwarte będę pisać! Kocham to przecież, robię to dla siebie, bo sprawia mi to przyjemność. Więc do dzieła, nie może wszystko leżeć w szufladzie. Aż wstyd, że najpłodniejszym rok mojej twórczości był 4 lata temu.

Po piąte będę kończyć. Nie macie pojęcia ile tekstów mam w szablonach lub na kartkach zapisanych. Niedokończonych oczywiście – kto zgadł? Ten wpis też prawie nie powstał, bo w trakcie przeszła mnie myśl „kogo to obchodzi”. Tak już się nie będziemy bawić. Ten blog zrodził się z emocji, był potrzebą. Witaj znowu bejbe!

Po szóste obiecuję sobie, że spróbuje czegoś nowego. Może zacznę tworzyć filmy, może będę produkować muzykę (a, nie to już było, może trzeba znowu spróbować). Kusi mnie też tarot. Jeszcze nie wiem. Może podzielisz się swoją pasją? Ewidentnie potrzebuje inspiracji.

Po siódme wrócę do odkrywania niszowych artystów. Jakie to były piękne czasy…

Po ósme i chyba najważniejsze – pomyślę o sobie. Stuknie mi trzydziestka niebawem, to już czas by siebie też docenić. Czuje się zmęczona, tym, że jestem zawsze chętna do pomocy, a jak ja potrzebuje to nie ma nikogo.

Obiecuję sobie również, że nie będę czuła rozczarowania jeśli czegoś nie spełnię. Także moje niepostanowienia już znacie. Podzielcie się koniecznie swoim podejściem do tematu. I do „przeczytania” niebawem. Trzymajcie kciuki! D.

Podziel się: